Szlak Pięciu Jezior. Gdy się nie wspinasz, a chcesz zobaczyć najsłynniejszą górę Szwajcarii

Szlak Pięciu Jezior (5-Seenweg) to jeden z najpopularniejszych szlaków z widokiem na Matterhorn (4478 m n.p.m.). Trasa jest łatwo dostępna i prosta do przejścia. Mnie kojarzy się głównie z kolejkami, turystami z Azji i przepięknym niebem, na którym ciężko było znaleźć choćby jedną chmurkę.
Szlak rozpoczyna się przy stacji Blauherd (2571 m n.p.m.)
O tym, jak dotrzeć do punktu startowego, przeczytacie tutaj: Matterhorn. Kiedy droga staje się ważniejsza od celu. Zdradzę tylko, że potrzebujecie dostać się do Zermattu.
My już dotarliśmy i do Zermattu, i na stację Blauherd. Wysiadamy z kolejki, a tu takie "TŁUMY”. :-)

Nie da się ukryć, że szlaki w Gryzonii, rozpuściły nas ogromnie. Przyzwyczailiśmy się do ciszy, spokoju i pięknych zielonych łąk.

Okolice Matterhornu są mocno promowane w świecie, stąd większa ilość przyjezdnych nie powinna dziwić. Choć jak na miejsce oblegane przez turystów, nie było najgorzej.
Co warto wiedzieć o Szlaku Pięciu Jezior?
Długość trasy wynosi około 10 km i jest przewidziana na 3, 4 godziny. Do tego należy doliczyć duuużo czasu na zrobienie zdjęć.
Jeziora, jakie mija się po drodze to: Stellisee, Grindjisee, Grünsee, Moosjisee i Leisee. Najpopularniejszym jest Stellisee - w pogodne dni w tafli jeziora można dostrzec przepiękny pejzaż gór, z Matterhornem w roli głównej.
Czy nam się podobało?
Choć sama trasa wydała nam się zbyt monotonna (większość czasu idzie się w dół po płaskiej, żwirowej drodze), to widoki były FANTASTYCZNE, pogoda również.
Zresztą spójrzcie tylko.


Na horyzoncie Fluhalp (2620 m n.p.m.) - hotel i restauracja w jednym. Budynek położony jest "nieopodal" pierwszego jeziora, które mijamy - Stellisee.




Gdzieś w oddali, na wysokości 3 260 m n.p.m. znajduje się Hörnlihütte. Schronisko jest bazą wypadową dla osób, które zmierzają na Matterhorn granią Hörnli.
Niecałe 800 m nad Hörnlihütte znajduje się kolejne schronisko, a raczej schron. Solvay Hut (4003 m n.p.m.) przeznaczone jest na sytuacje awaryjne. Polecam wygooglować to miejsce i poczuć dreszczyk emocji.



Matterhorn został po raz pierwszy zdobyty 14 lipca 1865 roku. Na Górze Marzeń stanęła siedmioosobowa ekipa prowadzona przez brytyjskiego alpinistę Edwarda Whympera. Do domu powróciło tylko troje z nich.



A my mijamy kolejne jeziora i zachwycamy się kolorami, w które ubrana jest NATURA.



Docieramy na Moosjisee - przedostatnie już jezioro. Siadamy na chwilę i robimy pamiątkowe zdjęcie z "Tobleronami".
Za jeziorem Moosjisee nadchodzi ten moment, że trzeba iść trochę pod górę. Można również iść po płaskim, ale dłużej, a kto chciałby nadrabiać drogi.

Wszystkie oczy... domy skierowane w stronę Matterhorna.

Ostatnie jezioro i czas się zawijać. Potrzebujemy wrócić na stację Sunnegga, która mieści się trochę ponad jeziorem.
Po raz drugi dziś korzystamy z kolejki podziemnej. Rano miałam poważne wątpliwości, czy to, aby dobry pomysł. Teraz gdy zmęczenie daje się we znaki, opory znikają. ;-)

Z powrotem w Zermacie.
Po krótkiej przerwie na jedzenie, szybko udajemy się w stronę dworca. Tam jak w ulu - jedni przyjeżdżają, drudzy wyjeżdżają...
Ładujemy się do pociągu, w którym jest O WIELE mniej ludzi niż rano i wracamy do Täsch.



Koniec wrażeń na dziś. Za nami pierwsze spotkanie z Matterhornem, ale czy ostatnie?
Choć samo miejsce jest mocno komercyjne, to jednak ma "coś" w sobie. Może kiedyś będzie nam dane przyjrzeć się temu bliżej.
Dziękuję za uwagę, z pozdrowieniami :-) Paulina