Słowa Płyną

Słowa Płyną

To było nasze najlepsze lato. Podsumowanie miesięcznego pobytu w Szwajcarii

To było nasze najlepsze lato. Podsumowanie miesięcznego pobytu w Szwajcarii

Planując podróż po Europie, z początku nie braliśmy pod uwagę Szwajcarii. Na południe - tam chcieliśmy jechać. Jednak dobry los czuwał nad nami i zaszczepił w głowach myśl, żeby odwiedzić ten piękny kraj. Na dodatek znaleźliśmy mieszkanie, które sąsiadowało z kotami w ilości nieokreślonej. Sprawa była przesądzona.

Do tego wpisu zbieram się od tygodni. Piszę, usuwam, wzdycham, piszę… i tak w kółko. Rozważam nawet zamknięcie tego “biznesu”, ale tyle ciekawych historii i ładnych zdjęć chcę Wam jeszcze pokazać. 

Jakiś czas temu Przyjaciółka zaprosiła mnie na spotkanie autorskie z pewnym pisarzem, na którym powiedział on następujące słowa: “To daje radość. Pisanie daje mi radość”. Eureka. 

Tak, więc Drodzy Czytelnicy - rodzino, znajomi, przyjaciele, subskrybenci newslettera i ktokolwiek, kto znalazł tego bloga w czeluściach internetów - z życzeniami radości dla mnie i dla Was - zaczynamy!

Pierwsze chwile w kraju Helwetów

Pamiętam jak podekscytowani, przekroczyliśmy szwajcarską granicę. Wkoło dzika natura, tylko gdzieniegdzie w oddali małe skupiska domów… i góry - jeszcze wyższe niż w Austrii. I Pan, który macha do nas ręką, i zaprasza na kontrolę. 

“Po co przyjechaliście i gdzie będziecie mieszkać”? 

Pytań ma wiele. Nam to jednak nie przeszkadza. Mówimy, zgodnie z prawdą, że przyjechaliśmy na miesiąc, zatrzymamy się w Poschiavo (a dokładnie w San Carlo) i, że chcemy zwiedzać i pracować. Tzn. pracę już mamy, taką zdalną. Na koniec pokazujemy zawartość toreb, na szczęście nie wszystkich. W innym przypadku byłby to bardzo długi postój i być może pojawiłyby się pytania z serii: “A co to za dziwny robak jedzie z Wami?”.

W każdym razie dostajemy zielone światło i ruszamy dalej. Wtedy orientujemy się, że nie mamy internetu. 

Okazuje się, że pakiet, który miał obejmować strefę, w której znajduje się Szwajcaria, wcale jej nie obejmuje. Uruchamiamy telefon, gdzie internet dostępny jest w ramach abonamentu i nie pozostaje nam nic innego jak czekać na rachunek i jechać dalej. Kilka godzin potem docieramy do San Carlo, gdzie czeka na nas nasz host. 

Ciao! Witajcie moi drodzy! Oto Wasza “Casa”

Yama - kobieta, od której wynajmujemy mieszkanie, uśmiecha się do nas szeroko. Mówi dużo i głośno, czym burzy moje wyobrażenie o powściągliwych i zdystansowanych Szwajcarach. Zresztą takich w dolinie Poschiavo ze świecą szukać. Dolina Poschiavo jest włoskojęzyczna, co zdecydowanie wpływa na klimat i energię tego miejsca.

Pierwszy dzień w Szwajcarii powoli dobiega końca. Zmęczeni i zadowoleni rozsiadamy się na kanapie, wsłuchując się w dobiegające z góry odgłosy tupania. Koty. Będą naszymi sąsiadami przez calutki miesiąc, z czego najbardziej na świecie cieszy się mój Mąż. I koty chyba też.

Mimo że koty, pozostaną jedną z największych atrakcji tego pobytu, to były też inne i każdą z nich mogę nazwać:

“Tym” najlepszym momentem:

1. Wspólne śniadania przed wypadami w góry.

2. Popołudniowe spacery do ławki, z której rozciągał się widok na San Carlo.

3. Obiad w Ristorante Peppino's. Jedzenie, ale przede wszystkim zapach włoskiej kuchni, który wypełniał wtedy cały lokal - 11/10.

4. Praca na świeżym powietrzu.

5. Granie w Mario 3 (mimo że księżniczka Peach wciąż czeka na ratunek).

6. Pomoc pary Francuzów w zakupie biletów na pociąg. Potem już się nauczyliśmy kupować w aplikacji.

7. Podglądanie ogródków sąsiadów.

8. Opublikowanie pierwszego wpisu na blogu. <3

Jezioro Grüner See w Austrii. Na pierwszym planie ścieżka, dalej jezioro, oświetlane przez słońce. W las, nad którym pną się Alpy.

9. Dolina Poschiavo i Fex o zachodzie słońca.

10. Spacer wśród pasących się pod lodowcem krów.

11. NATURA…

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, a chcę Wam jeszcze napisać co nieco o samym podróżowaniu i tym, co udało nam się zobaczyć.

Zwiedzaliśmy, ile się da

Każdy weekend i święta przeznaczyliśmy na eksplorowanie doliny Poschiavo (kilka razy wypuściliśmy się dalej). I nie mieliśmy dość. Wręcz przeciwnie - wciąż nam było mało. Zachłysnęliśmy się tymi surowymi, dzikimi, sielskimi, bezkresnymi krajobrazami, jakie przewinęły się nam w ciągu tego miesiąca. Zresztą wydawało nam się, że miesiąc już dawno minął...

Atrakcje w dolinie Poschiavo i te nieco dalsze

Od lewej, od góry:

1. Widok ze stacji Alp Grüm (2091 m n.p.m.). To na tej stacji zatrzymuje się słynna Bernina Express, dając turystom czas na zrobienie pamiątkowego zdjęcia.

2. Dolina Fex o zachodzie słońca. Ponad 100 lat temu po tych drogach spacerował sam Fryderyk Nietzsche.

3. Lago Bianco (to od krów). Jezioro znajduje się blisko przełęczy Bernina. Przy jeziorze znajduje się budynek stacji Ospizio Bernina (2253 m n.p.m.). To nie tylko najwyższy punkt na trasie Kolei Retyckich, ale też najwyżej położona stacja w całej Gryzonii i wschodniej Szwajcarii.

4. Muott'Ota (2457 m n.p.m.) - "szczyt", który zdobyliśmy. Wracając, wybraliśmy trasę, która prowadzi przez wspomnianą już dolinę Fex.

5. Widok na dolinę Poschiavo. W dole na pierwszym planie miejscowość Poschiavo, a jeszcze dalej jezioro Poschiavo. A jeszcze dalej Włochy.

6. Jezioro Poschiavo z bliska. Nasza pierwsza poważna wyprawa w teren.

Odwiedziliśmy również Davos, bo koniecznie chciałam zobaczyć okolice, po których "przechadzał się" Hans Castorp.

Jak się przemieszczaliśmy?

Samochodem i pociągiem.

  • Na auto wykupiliśmy winietę, która się jednak nie przydała. W Gryzonii za dużo autostrad i dróg ekspresowych nie ma, a przynajmniej w tej części, w której się zatrzymaliśmy.

  • Jeżeli chodzi o pociągi to korzystaliśmy z połączeń oferowanych przez Koleje Retyckie (Rhätische Bahn). To lokalny przewoźnik we wschodniej Szwajcarii, a zarazem jeden z największych prywatnych operatorów kolejowych w tym kraju. Więcej o podróżowaniu pociągami w Gryzonii znajdziecie tutaj.

I tak minął nam miesiąc

Było cudownie i fantastycznie, ale nie myślcie, że tylko tak.

Pojawiały się chwile zwątpienia z serii - "Co my robimy na takim odludziu, wracajmy do miasta".

Oraz pewne namacalne "problemy" wynikające z tego, że mieszkamy bardzo blisko natury. Z początku były one odrobinę zabawne, potem się nawet do nich przyzwyczaiłam, ale na koniec rozważaliśmy (no dobra ja rozważałam wcześniejszą wyprowadzkę).

Na szczęście wszystko się ułożyło i opuściliśmy dolinę Poschiavo, tak jak planowaliśmy - długo żegnając się z Yamą i jej kotami.

"Słyszeliście? Ci z dołu w końcu się wyprowadzają".

Do następnego! Paulina

-----------------

✍️ Wszystkie podsumowania miesiąca

1. Austria: Grüß Gott! Czyli jak się nam mieszkało i pracowało w Austrii

2. Szwajcaria: To było nasze najlepsze lato. Podsumowanie miesięcznego pobytu w Szwajcarii

3. Włochy: Nasz pobyt w północnych Włoszech. Miesiąc kolejek, życzliwych sąsiadów i za cienkich kołder

4. Sardynia: Sardyńskie "slow life". Nasz miesiąc na Wyspie Szczęścia

Dołącz do newslettera!

Szukasz podróżniczych inspiracji po bliższych i dalszych zakątkach Europy? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco. Obiecujemy dzielić się tylko wartościowymi treściami.

Zapisując się, akceptujesz politykę prywatności i regulamin newslettera.